poniedziałek, 31 marca 2014

nic więcej

nie trzeba mi tu było więcej
ponad drzewa, ponad serca czułość.
nie trzeba było lat, miesięcy,
tylu skarg nadaremnych i słów.
nie trzeba było tylu twarzy,
tratujących wozów czarnych miast.


sobota, 29 marca 2014

wysiadamy

Teraz, gdy to piszę, wiem: dla innych to mogła być ruletka albo wyścigi, ale mnie nie chodziło o pieniądze, w jakiejś chwili poczułem, zadecydowałem, że szyba w metrze może przynieść mi odpowiedź, spotkanie szczęścia, właśnie tutaj, gdzie wszystko przebiega pod znakiem najbardziej nieubłaganych zerwań, w odcinku czasu wyznaczonym i ograniczonym przejazdem między stacjami pod ziemią, tak właśnie, bezapelacyjnie, podziemnie. Mówię o zerwaniach, by lepiej zrozumieć (powinienem zrozumieć tyle rzeczy, od kiedy zacząłem grać w tę grę) tę nadzieję zbliżenia, daną mi może przez odbicie w szybie okna. Wyminąć to zerwanie, którego ludzie wydają się nie zauważać, chociaż, czy można wiedzieć, o czym myślą ci przygarbieni ludzie, którzy wchodzą i wychodzą z metra, czego poza transportem oczekują ci, którzy wsiadają przed lub po, żeby wysiąść po lub przed, którzy współistnieją tylko w jakiejś części wagonu, gdzie wszystko jest z góry przesądzone, z tym, że nikt nie może wiedzieć, czy wysiądziemy razem, czy ja wysiądę pierwszy, czy ten chudy facet z rulonem papierów, czy stara w zielonym dojedzie do końca, czy te dzieci wysiądą teraz, chociaż tak, na pewno wysiądą, bo zbierają swoje zeszyty i teczki, śmiejąc się i rozrabiając podchodzą do drzwi, podczas gdy tam w rogu jakaś panienka sadowi się na dłużej, by przesiedzieć jeszcze kilka stacji, skoro wreszcie zwolniło się miejsce, a co do tamtej - to trudno przewidzieć.
-Rękopis znaleziony w kieszeni







czwartek, 20 marca 2014