niedziela, 29 grudnia 2013

sobota, 28 grudnia 2013

adventure time

czasem szorstki może być przyjemny, tak jak na przykład niedoskonałe palce; ale nieraz ten szorstki zamienia się w jakiś papier ścierny i potrafi zranić jak się go za mocno dotknie.







środa, 25 grudnia 2013

miejsca























Miejsca mają swój charakter i powrót do miasta, w którym się przedtem
mieszkało, wydaje się powrotem do dawnego przyjaciela. Ale ludzie
rzeczywiście zaczynają wyglądać tak samo; te same twarze powtarzające
się w miastach oddalonych od siebie o tysiące kilometrów, te same
wyrazy twarzy. Bezduszny i wrogi wzrok urzędnika. Zaciekawione
spojrzenia wieśniaka. Tępe, obojętne oczy turystów. I wszędzie są ci
sami zakochani, matki z niemowlętami, żebracy, kaleki, przekupnie,
spacerowicze, dzieci, policjanci, taksówkarze, alfonsi. I z czasem
wpada się w lekką paranoję, jak gdyby ci ludzie potajemnie jeździli za
nami z miasta do miasta, zmieniali ubrania, rysy twarzy, ale
pozostawali zasadniczo niezmienni, zajmowali się swymi nudnymi
sprawami, wciąż chytrze jednym okiem łypiąc na nas, intruzki. Z
początku w nowym mieście ma się kompleks wyższości. Jesteśmy inną
rasą, my, podróżnicy, widzimy przeważnie o wiele więcej niż oni -
osiadli zjadacze chleba, którym wystarcza smutne życie w niekończącym
się kołowrocie sen - praca - sen, dopieszczanie schludnych ogrodów,
identycznych domów, małych marzeń. My trochę nimi gardzimy. Potem, ale
nie prędko, przychodzi zawiść. Za pierwszym razem jest prawie zabawna
- nagle kłuje ostrym żądłem, lecz to tylko chwila. Kobieta w parku
pochylona nad dzieckiem w spacerówce, obie twarze rozświetlone czymś,
co nie jest słońcem. Później następuje drugi raz, trzeci - dwoje
młodych na nadmorskiej promenadzie, obejmuje się, idąc; gromadka
dziewcząt z biura w czasie przerwy obiadowej, chichotały nad kawą i
croissants.
Wkrótce ból ukłucia staje się uporczywy. Miejsca nie tracą tożsamości,
jakkolwiek daleko się pojedzie. Zmieniać się zaczyna poddane erozji
serce. W niektóre poranki własna twarz w lustrze hotelowym wydaje się
zamazana, jak gdyby wskutek wyświechtania będącego przyczyną oglądania
siebie w zbyt wielu przypadkowych łazienkach. O dziesiątej rano
prześcieradła po nas będą uprane, dywan wyczyszczony. Nazwiska w
księdze hotelowej będą inne, my przemijamy. Nie pozostawiamy żadnych
śladów, jadąc dalej. Jak duchy nie rzucamy cienia.

niedziela, 22 grudnia 2013



























wiecznie przechodzę; Pan podaje mi trochę ziarna. karmię gołębie; gołębie siedzą na moim nadgarstku i biją się o ziarno. przenikliwe zimno wchodzi do środka, nie pomaga nawet ciepły płaszcz.

wtorek, 10 grudnia 2013

street
























"Don't you just love these long rainy afternoons in when an hour isn't just an hour - but a little piece of eternity dropped into your hands - and who knows what to do with it?"


niedziela, 1 grudnia 2013

marazm

czy w takiej sytuacji, chęć wyjazdu jak najdalej; najlepiej w góry, oznacza, że jestem bardzo złym człowiekiem, czy tylko złym?
góry przyszły mi do głowy zupełnie nagle, jeszcze przed poznaniem May Kasahary.